Relacja z praktyk w Iwanofrankiwsku Drukuj
"Jak zamknąć w kilkunastu zdaniach piękno i atmosferę miasta, życzliwość ludzi i radość z poznawania nowego? Może rozpocząć truizmem, że podróże kształcą? Bardzo trudno - nie popadając w banał – opisać rdzawo-zielone pagórki i równiny rozciągające się wzdłuż drogi (nota bene bardzo dziurawej), złote kopuły cerkwi, w których odbija się zachodzące słońce….Osobiście miałam wrażenie, że za kolejnym pagórkiem ujrzę Pana Wołodyjowskiego w towarzystwie przezacnych kompanów...
I tu powinna paść opowieść o męczącej drodze, w czasie której rzeczywiście wszystko może się zdarzyć, ze spotkaniem ukochanych bohaterów literackich włącznie. Nie padnie, bo z perspektywy czasu to tylko zmęczenie a wiadomo, że najważniejsze jest dotarcie do celu. A  celem był dawny Stanisławów – obecny Iwanofrankiwsk.
Proza życia  dopadła nas następnego dnia, dla porządku – 16 kwietnia. Uczniowie rozpoczęli  praktyki w hotelu Nadia.
Jako humanistka nie znam się na urządzeniach hotelowych i meandrach sztuki kulinarnej. Jako laik mogę napisać jedynie, że obiekt wyglądał okazale, imponował nowoczesnością i miłą obsługą.
Ale mogę spróbować opisać miasto, urzekające swoim pięknem i historią.
Założone przez Andrzeja Potockiego  powstawało w latach 1654-1662 i miało być twierdzą, która stawi opór Tatarom, Kozakom i Turkom. Zamek miał sześć baszt, mury zbudowane z czerwonej cegły i kamienia.  Resztki murów można podziwiać do dziś.
Zamieszkiwane było przez cztery narodowości: Polaków, Ukraińców, Ormian i Żydów.
Na szczególną uwagę zasługuje kolegiata, kiedyś najważniejszy kościół katolicki Stanisławowa. To w nim Henryk Sienkiewicz umieścił scenę pogrzebu Michała  Wołodyjowskiego. Obecnie w kościele  znajduje się muzeum.
Miejscem szczególnie drogim mojemu sercu – wszak każda opowieść jest subiektywna – jest park rozciągający się tuż za hotelem Nadia.  Park, hotel i teatr, usytuowane są  bowiem na miejscu dawnego cmentarza, zwanego  „Sapieżyńskim”, którego likwidację rozpoczęto po wojnie a zakończono w latach osiemdziesiątych. Szkoda, bo spoczywali tam Polacy, Ukraińcy i Niemcy stanowiący ówczesną inteligencję miasta.  Do dzisiaj pozostało kilka polskich i ukraińskich nagrobków. Szczególnie uczciliśmy dwa, zapalajć na nich znicze.
Pierwszy z nich to miejsce spoczynku Maurycego Gosławskiego, poety i powstańca.
Drugi, to kurhan ku czci walczących we wszystkich dziejowych zawieruchach i Polaków pochowanych na tej nekropolii w czasie dwustu lat jej istnienia.
Na koniec kilka słów o architekturze. Ponieważ znam się na niej raczej słabo, więc przytoczę opis z książki Stanisława Niciei Kresowa Atlantyda:
Wiele form stanisławowskiej secesji ma cechy oryginalności niespotykanej w innych miastach. Charakterystyczne jest, że na wielu budowlach w Stanisławowie z tego okresu występują w dużym nasyceniu jakieś tajemnicze znaki: eteryczne twarze kobiet, dziwne maski zwierzęce, węże oplatające włócznie, girlandy kamiennych róż, kompozycje geometrycznych figur – jest w nich symbolika emanująca jakiś niepokój, tajemnicę."

Relacja: P. Katarzyna Krakowiak - opiekun grupy