Zawodowo po Portugalii Drukuj

::Galeria 1::  ::Galeria 2::  ::Galeria 3::

I dzień

16 osób z naszej szkoły (z klas : IÌA, IIIA i ÌV A Technikum Hotelarskiego ) pod opieką pani profesor Urszuli Chabel oraz tłumacza pana Marcina Kapki uczestniczy w staźach zagranicznych w ramach projektu "Zawodowo po Włoszech i Portugalii".

W piątek 24 lutego najpierw busem do Warszawy a potem samolotem do Lizbony pokonywaliśmy kolejne kilometry "zawodowej przygody". Lot samolotem ( dla większości po raz pierwszy!) trwał 4 godziny  i przebiegał w miłej atmosferze. Towarzyszyły nam ładne i sympatyczne stewardessy,  słońce i piękne widoki za owalnym okienkiem samolotu oraz ciekawość "co nas czeka po wyjądowaniu na portugalskiej ziemii - ojczyzny Vasco da Gamy, Jose Saramago, Ronaldo, niezwykłej historii pamiętającej czasy rzymskie bogatej architektury i sztuki oraz muzyki fado, dobrej kuchni słynącrj z ryb i dobrych drserów  takich jak pastel de nata.
Na lotnisku w Lizbonie wylądowaliśmy około godz.18
Przed wejściem głównym czekał na nas , nasz opiekun ze strony portugalskiej -  bardzo sympatyczny Ricardo Monginko - pracownik naukowy Uniwersytetu Evora. Ciąg dalszy do  naszej podróży do celu (około 140 km) pokonaliśmy wygodnym autobusem podziwiając z okien kolejne dzielnice Lizbony ,piękne budownictwo, niezwykłe krajobrazy z sadami pomarańczowymi i oliwkowymi . Jechaliśmy również najdłuższym mostem w Europie około 12,5 km i oglądaliśmy  piękny zachód słońca. W Hostelu Old Evora przywitał nad bardzo sypatyczny właściciel Pedro. Zostawiliśmy tylko walizki i zaproszeni przez Ricarda udaliśmy się na uroczystą kolację do pobliskiej restauracji. Tam w uroczej atmosferze po raz pierwszy próbowaliśmy  dania kuchni portugalskiej . Menu naszej kolacji to: regionalne sery i pyszne pieczywo, ryba z pieczonymi ziemniakami, domowe kluseczki z indykiem i pieczarkami, mus czekoladowy ,soki oraz kawa i herbata. Około północy pełni wrażeń udaliśmy się na zasłużony odpoczynek myśląc jaki będzie kolejny dzień nasze zawodowej przygody.

II dzień

Po śniadaniu kontynentalnym (grzanki, dżemik, wedlina, sery, kawka herbatka) co niektórzy udali się na zwiad w poszukiwaniu sklepu „Biedronka”, inni odpoczywali i urządzali się na całe trzy tygodnie , a jeszcze inni przygotowywali się na spotkanie z historią. Po południu Ricardo zabrał nas na zwiedzanie tego jakże starego i urokliwego miasta. To największe miasto w regionie Alentejo. Jak piszą przewodniki "cechuje arystokratycznie dystyngowana atmosfera ". To labirynt nastrojowych zaułków, białych, niskich kamieniczek z małymi oknami i wąziutkich  uliczek (szerokość jednego samochodu, uwaga na lusterka !) jednokierunkowych wybrukowanych „kocimi łbami”.  Niezwykłe wrażenie zrobiła na nas Capela dos Ossos - kaplica wyłożona ludzkimi szkieletami z czasów  średniowiecza oraz 1900- letnia Templo Romano zwana także  Świątynią  Diany z czasów rzymskich. Zwiedzaliśmy również  dwuwieżową Katedrę z XII wieku ,pałac Manuela I, Termas Romanad. Konieczie musieliśmy zrobić zdjęcie pod pomnikiem wielkiego odkrywcy portugalskiego  Vasco da Gama. Podczas zwiedzania był też czas na odpoczynek na słynnym trójkątnym placu Evory "Praca  do Giraldo" w towarzystwie  fontanny, pięknej pogody (19 stopni C) i dochodzących dźwięków gitar z restauracji  a także pysznej kawy !!!!
Wieczorem po kolacji bardzo miła informacja od Ricardo "jutro niedziela - ostatnia niedziela karnawału – dzień wolny! praktyk nie ma!".

III dzień

Kolejny dzień upłynął spokojnie. Nadal poznawalismy i odkrywalismy kulturę Portugalii. Niedziela uplynela na samodzielnym gotowaniu. Okazalo, ze kazdy z nas posiada zdolności kulinarne, o czym mogliśmy sie przekonać podczas niedzielnej kolacji. Niedziela była ostatnim wolnym dniem przed rozpoczęciem praktyk.

IV dzień

Dzisiaj dzień spotkań w hotelach i hostelach Evory. Poznamy miejsca naszych praktyk, opiekunów praktyk oraz zasady współpracy jakie będą nas obowiązywać. Na początku od Ricarda dowiedzieliśmy się o zmianach niektórych obiektów noclegowych w których mieliśmy odbywać praktyki i zamiast ośmiu  będzie siedem obiektów noclegowych. Już nie mogliśmy  się doczekać na pierwsze spotkania. Wszyscy zastanawialiśmy się jak nas przyjmą,  czy się polubimy i czy damy radę? Jak się  później okazało nasze obawy były niepotrzebne. Razem z panią Chabel,  panem Marcinem i naszym opiekunem ze strony portugalskiej Ricardo udaliśmy się spotkania.

dzień  V do VIII

Dzisiaj mija tydzień od naszego przyjazdu do Evory.To też piąty dzień praktyk. Praktyka jak praktyka! Rano trzeba wstać, zjeść śniadanie i przygotować się  do wyjścia. Jedni zaczynają pracę o 7 tak jak Kasia, Kuba, Ola i Dawid. Są też tacy którzy do pracy idą na godz.17 tak jak Kinga i Sylwia. Większość z nas wychodzi między 9 a 10.. Krótki instruktaż opiekuna praktyk i działamy. Sprzątamy pokoje- czyli służba pięter, składamy  ręczniki w pralni (każda wielkość inaczej), przyjmujemy rezerwacje, przygotowujemy śniadania kontynentalne, nakrywamy do stołu itp. W każdym hotelu panuje bardzo miła atmosfera. Nasi portugalscy opiekunowie traktują nas jak jedną wielką rodzinę Są przyjaźni, mili i chcą się  uczyć języka polskiego. A po pracy jedni idą na zakupy,  inni odpoczywają,  gotują a jeszcze inni zwiedzają to niesamowite miasto,  gdzie każdy zaułek o czymś innym opowiada.

Niedziela

rozpoczyna 2 tydzień naszej zawodowej przygody w Évorze w Portugalii. Schodząc na śniadanie wszyscy witamy się już po portugalsku „bom dia” czyli dzień dobry i życzymy sobie smacznego „bon apetit” oraz dziękujemy – „obrigada”. Są też wśród na  poligloci, którzy już więcej potrafią powiedzieć.
O godzinie 10 spotkaliśmy się z Ricardo i Klaudią i małym busikiem pojechaliśmy na granicę z Hiszpanią około  60 km od Évory. Pogoda różna; ciepło, trochę deszczu, wyglądające słońce za chmur oraz mgła. Z okien samochodu podziwialiśmy plantacje dębu korkowego oraz sady oliwne. Jak nas poinformowano niektóre z tych drzew oliwnych mają przeszło 1000 lat!!!
Po drodze zatrzymaliśmy się na chwilę by dotknąć skały zakochanych!!!Skała megalityczna licząca tysiące lat i mająca 7 m wysokości .
Monsaraz - bo tak się nazywa  to maleńkie miasteczko (ok.800 mieszkańców) - cel naszej podróży- -przywitało nas ciepłym deszczem oraz mgłą. Postanowiliśmy przeczekać w uroczej kawiarence Casa da Muralha Cafetaria Lojaone i wypić gorący kubek czekolady. Warto było bo pogoda się poprawiła a napój okazał się pyszny. Monsaraz to Orle Gniazdo położone na szczycie góry otoczone ogromnym zamkiem z murami obronnymi. Przekraczając bramę do tej największej atrakcji turystycznej w Alentejo poczuliśmy się jak statyści biorący udział w kręceniu kolejnej sceny  filmu z czasów średniowiecznych (brakowało nam tylko odpowiedniego kostiumu i zastąpienie współczesnych wynalazków techniki rekwizytami z tamtych czasów).Piękne białe fasady maleńkich domków z małymi oknami i drzwiami, cudowne zaułki wybrukowane podłużnymi kocimi łbami oraz liczne kawiarenki i sklepiki z wyrobami rzemiosła; ceramiką pięknie zdobioną oraz z kolorowymi gobelinami - zapierały dech w piersiach. Dobrze, że to niezwykłe miejsce mogliśmy zatrzymać i zapisać w kadrze aparatu fotograficznego. Podczas zwiedzania uroczego kościoła Santa Maria da Lagoa zaproponowano nam własnoręczne wybicie z 5 centówki okolicznościowego medalu z logiem miasta Monsaraz. Następnie mieliśmy  czas na podziwianie niezwykłych krajobrazów jakie roztaczają się z murów obronnych tutejszego zamku.Dalej udaliśmy się w podróż,  zatrzymując się na krótki lunch wśród drzew oliwnych. Bułeczki z pastą z kurczaka i liściem sałaty były bardzo smaczne. Przygotowała je nasza opiekunka Klaudia. Kolejnym przystankiem naszej podroży była zapora Alqueva o wymiarach: 95m wysokości, 458m długości i szerokości 7m co czyni ją największą tamą w Europie. Mieliśmy również możliwość wzięcia udziału w projekcji filmów 3D na temat gospodarki wodnej i rolnej regionu Alentejo. Każdy z nas chciał mieć selfie "nad przepaścią". Nad tym niezwykłym obiektem góruje napis: "ON CLEAR DAY YOU CAN SEE FOREVER" wyrażający główną ideę wg której powstało to przedsięwzięcie. Wyczerpani po dniu pełnym wrażeń w busie panowała istna cisza - wszyscy spali (oprócz kierowcy:))). Przesyłamy pozdrowienia dla nauczycieli, kolegów i koleżanek ze szkoły! Portugalia jest piękna „tudo bem!!”

Drugi tydzień praktyk.

Poniedziałek powitał nas słońcem, aż "chciało się iść do pracy". Jedni z nas poszli z samego rana tj. około godziny 7, inni na 10 a byli też tacy co poszli na 13. Idąc do hotelu, hostelu zastanawialiśmy się co będziemy w nowym tygodniu  robić? I okazało się że : Wiktoria i Angelika oraz Paulina i Anita od dzisiaj mają służbę pięter, Dawid zamienił Kubą w restauracji, a Kuba od dzisiaj poznaje tajniki smacznej kuchni portugalskiej, Ola z Kasią uczą się ścielić łóżka (styl śródziemnomorski, z dwoma prześcieradłami), Magdalena z Moniką przygotowują pościel, a Ania z Kasią oraz Kinga z Michałem  serwują  śniadania kontynentalne gościom. Pracy mamy dużo, ale w razie problemu pomagają  nam opiekunowie praktyk. Codziennie uczymy się czegoś nowego. Porównujemy wiadomości i umiejętności nabyte w szkole, takie jak: procedury przyjmowania gości, czynności pracowników hotelu, kolejność sprzątania pokoju z tymi, które poznaliśmy na lekcjach. Nawiązujemy  kontakty z pracownikami naszych hoteli (przydaje się język angielski).Dajemy radę. Pogurtugalczycy są mili, przyjaźni i bardzo często się uśmiechają.
Wieczorem uzupełnialiśmy dzienniczki, dzieliliśmy się swoimi  spostrzeżeniami i uwagami, robimy kolację oraz zakupy w portugalskiej (pingo doce) biedronce.
Dzisiaj po pracy niektórzy z nas mieli okazję zwiedzić  razem z Ricardo  Uniwersytet Evora.
W XVI i XVII wieku znajdował się tu jezuicki uniwersytet. Przepiękne wnętrza sal i korytarzy ozdobione płytkami z niebieskimi malowidłami. Podziwialiśmy też  stary dziedziniec Uniwersytetu oraz przepiękny zbiór azulejos min. przedstawiający sceny Arystotelesa uczącego Aleksandra czy Platona nauczającego swoich uczniów. Renesansowe krużganki i freski na ścianach i sufitach, rzeźby i kolumny- wszystko takie niezwykłe i piękne. Mieliśmy także  okazję zobaczyć XVIII salę (wcześniej kaplicę) w której odbywają się obecnie uroczystości nadania tytułów naukowych. To jeden z piękniejszych uniwersytetów w Portugalii. Zwiedzaliśmy go z "bardzo szeroko otwartymi oczami". Mieliśmy też okazję poczuć studencką atmosferę w sali wykładowej, bibliotece i czytelni. Wszędzie pełno młodych ludzi z różnych stron Portugalii i Świata, studiujących na kilkudziesięciu wydziałach. Posmakowaliśmy również studenckiej kawy.

We wtorek

odbył się w naszym hostelu wieczór polsko-portugalski. Klaudia, Ricardo i jego sistra przygotowali nam niespodziankę tj. zupę szpinakową z dorszem. My natomiast pierogi ruskie i jabłka w cieście przygotowane przez Kingę, Anię, Kasię i Agelikę. Problemu ze składnikami nie było, gorzej jeśli chodzi o sprzęt typu praska do ziemniaków czy wałek do ciasta. Ale i tak daliśmy radę. Nasze potrawy wszystkim bardzo smakowały, nie tylko naszym portugalskim opiekunom,  ale również gościom hostelu: z Argentyny, Francji, Japonii i z Niemiec. Wszyscy pytali o składniki, sposób przygotowania oraz uczyli się wymawiać ich polskie nazwy, które dla niektórych okazały się za trudne do wymówieniaJ. Po uczcie kulinarnej przyszedł czas na ucztę duchową w wykonaniu Ricarda i jego siostry.  Niezwykły dźwięk gitary i piękne głosy rodzeństwa zauroczyły wszystkich słuchających. Były liryczne piosenki portugalskie, nasze polskie biesiadne no i oczywiście wielkie przeboje śpiewanie po angielsku od The Beatles do Adele. Wśród naszej grupy największym talentem muzycznym okazała się Wiktoria i Kasia (z III A).Gratulacje i oklaski na stojąco!!!

Środa

W Evorze również czuć było atmosferę dnia kobiet. Spacerujące po ulicach starego miasta kobiety z gerberami, wypełnione kawiarenki oraz kwiaciarnie pełne mężczyzn. O nas też nasi 4 panowie pamiętali! Pan Marcin oraz Kuba, Michał i Dawid złożyli nam piękne życzenia,  odśpiewali 100 lat oraz wręczyli nam  kolorowe i słodziutkie lizaki! Bardzo miła niespodzianka czekała również na nasze koleżanki Wiktorię i Angelikę w Hotelu Don Fernando. W czasie pracy odwiedziła ich pani Maryja, dyrektor generalna hotelu. Złożyła im życzenia i wręczyła słodkie upominki z małymi karteczkami na których  były napisane  życzenia w języku polskim. Dziewczyny były bardzo zdziwione i miło zaskoczone."Poczułyśmy się jak w domu"- powiedziały po powrocie do hostelu.

Czwartek

Piękny upalny dzień. Niektórzy do pracy idą dopiero po południu. Dylemat J czy iść do miasta czy może trochę poleniuchować na naszym tarasie i poczytać (matura tuż,tuż) kolejną lekturę? Oczywiście wybrałyśmy taras! Słońce tak mocno grzeje:26°C, a w Polsce tyko 6 !
Już trzeci dzień pani Chabel z panem Marcinem odwiedzają nas w miejscach naszych praktyk. Rozmawiają z naszymi portugalskimi opiekunami jak nam idzie, czy dajemy radę i czy są z nas zadowoleni. Wszyscy są "frliz" czyli happy. Opinie o nas są jednakowe: jesteśmy profesjonalnie przygotowani do zawodu hotelarza, chętnie i szybko wykonujemy polecenia, jesteśmy punktualni(tu są bardzo zdziwieni)i odpowiedzialni. Jak tak o nas i przy nas mówią czujemy się zawstydzeni a jednocześnie dumni, że tak nas oceniają. Bardzo lubią jak jesteśmy uśmiechnięci i używamy pojedynczych słów portugalskich. Proszą  również  o naukę słówek polskich J. Jest nam bardzo miło!

Piątek

Nasz pobyt w Portugalii to nie tylko bezpośredni kontakt z zawodem hotelarza w Evorze, to również poznawanie zwyczajów i obrzędów, przyrody, kultury i sztuki tego pięknego kraju, o którym się mówi, że to "rąbek europejskiego fartuszka".
Nie mogliśmy się doczekać piątkowego wieczoru. Ricardo zabrał nas do restauracji "Bota Alta" na koncert  muzyki fado - to  portugalskie brzmienie. Dźwięki 2 gitar: 12- strunowej gitary portugalskiej i klasycznej(hiszpańskiej) oraz muzyczna interpretacja i ilustracja pragnień, smutku i fatalizmu. Właścicielka restauracji  Esperanca zaprosiła dla nas 7 wykonawców fado. Artyści śpiewając nadawali utworom niesamowite emocje. Odpowiednie oświetlenie, idealna cisza, dźwięki gitar i śpiew ,śpiew z serca wykonawców”. Mimo, że nie znamy portugalskiego zrozumieliśmy ich przekaz. W przerwie występów poznawaliśmy kuchnię regionu Alentejo ( Kraina za Tagiem).

Sobota

Większość z nas w tym tygodniu pracuje w dziale housekeepingu: sprzątanie jednostek mieszkalnych, przygotowanie kompletów pościeli, uzupełnianie garderoby łazienkowej itp.
Są też tacy co nakrywają stoły i przygotowują śniadania. Przez ostatnie trzy dni w hostelu  "INN Murus" Kinga i Sylwia pracowały w recepcji hotelowej. Miały bezpośredni kontakt z gośćmi, mogły wykazać się znajomością języka angielskiego. Piękny, ciepły, sobotni wieczór spędziliśmy na zwiedzaniu Evory w blasku lamp i księżyca. Na głównym placu miasta "Praca de Giraldo" było dużo studentów z różnych krajów  jako, że marzec jest miesiącem młodzieży Evory.

Tak kończymy 2 tydzień pobytu w Portugalii 

Niedziela

Ten ostatni tydzień naszej portugalskiej przygody rozpoczął się wycieczką do Lizbony. Razem z nami pojechała grupa ze Świdnicy, która do Evory przyjechała przed kilkoma dniami. Piękna słoneczna pogoda towarzyszyła nam przez cały dzień. Lizbona to piękne i stare miasto, położone w zachodniej części półwyspu Iberyjskiego. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od dzielnicy Belem i znajdującego się tam „Pomnika Odkrywców”(Paadrao dos Descobrimentos), zbudowanego w hołdzie portugalskim odkrywcom. Pomnik ma kształt żaglowca, liczy 52 metry wysokości i przedstawia ważne postacie z okresu wielkich odkryć geograficznych. Jest tu min. Henryk Żeglarz, Vasco da Gama, Ferdynand Magellan. Na szczycie pomnika jest pokład widokowy. Udaliśmy się tam windą. Na górze wiatr i niesamowity widok na „Perełki Lizbony”, a mianowicie Klasztor Hieronimitów i cudowną wieżę Belem(jednego z najpiękniejszych zabytków wykonanych w stylu manuelińskim) strzegącą wejścia do lizbońskiego portu. Potem wspólne zdjęcia, zwiedzanie muzeum sztuki nowoczesnej, a następnie krótki odpoczynek z lunchem w parku tuż przy klasztorze Hieronimitów. Niespodzianką okazały się słynne lizbońskie ciasteczka zwane „Pasteis de Nata”, jak historia głosi wymyślone przez tutejszych mnichów. Palce lizać!! Babeczka z ciasta francuskiego napełniona kremem budyniowym. Następnie pojechaliśmy na plażę nad Atlantykim, tam kilkadziesiąt minut szaleństwa. Byli też tacy wśród nas, co zamoczyli nogi nawet do kolan. Szkoda tylko, że było wiecznie. Potem mała, czarna i dalsze zwiedzanie portugalskiej stolicy. Tempo  po stromych uliczkach jakie narzucił koordynator projektu ze strony portugalskiej było iście sportowe! Ale daliśmy radę. Panorama miasta na piękną dzielnicę Alfamę z zamkiem św. Jerzego. Nie udało nam się przejechać wielką atrakcją  turystyczną Lizbony, a mianowicie starym, żółtym tramwajem na turystycznej linii 28. Dalej krętymi i wąskimi uliczkami, a następnie wzdłuż wybrzeża udaliśmy się na Praca do Comércio. Tutaj zdjęcia, krótki odpoczynek i ostatnie spojrzenie na przepiękny łuk triumfalny – Arco Rua Augusta  i powrót do autokaru. Z wielkim niedosytem rozstawaliśmy się z tym pięknym i jakże urokliwym miastem (Ja tu muszę wrócić!). W drodze powrotnej do Evory podziwialiśmy piękny zachód słońca nad Lizboną.

Poniedziałek

Praca, a  po południu  zwiedzanie ciągle nieodkrytej i bardzo tajemniczej Evory, a wieczorem wypełnianie dzienniczków praktyk, dzielenie się swoimi spostrzeżeniami na temat stażu oraz wspólna kolacja.

Wtorek

Dzisiaj po południu w restauracji hotelu „Casa de Baco” Ola, Kasia, Dawid i Jakub razem z panią Chabel przygotowali uroczystą kolację dla 12 osób z polskimi potrawami. Serwowane były gołąbki w sosie pomidorowym, barszcz biały z kiełbasą i jajkiem, ruskie pierogi oraz na deser jabłka w cieście. Był również pięknie zaaranżowany stół z biało - czerwonymi serwetkami  złożonymi w stożek, wstążkami oraz profesjonalna obsługa kelnerska. Naszym gościom, a zwłaszcza właścicielom hotelu wszystkie potrawy bardzo smakowały, a pierogi i jabłka w cieście okazały się hitem wieczoru (muito saboroso)

Środa

Jak ten czas szybko zleciał. Zostały ostatnie dwa dni. Każdy z nas trochę boi się tych ostatnich spotkań. Polubiliśmy się z naszymi portugalskimi opiekunami praktyk w hotelach. Będzie nam przykro żegnać się. Trzy tygodnie to spory okres czasu! Po południu Klaudia zaprowadziła nas do hotelu **** „Vitoria Stone” na kurs barmański. Doświadczony barman Daniel najpierw przeprowadził krótkie szkolenie teoretyczne na temat przygotowania drinków, a następnie w barze pokazał swoje umiejętności barmańskie. Czarował kolorami soków i owoców, opowiadał o historii każdego przygotowanego napoju, udzielał wskazówek co z czym można łączyć i w czym podawać, zdradzał też niektóre swoje barmańskie tajemnice. Jak powiedział sztuki barmańskiej nauczył się podczas pracy restauracji w Rzymie. Późnym wieczorem w hotelu przygotowywaliśmy się do uroczystej kolacji: prasowanie bluzek, koszul, pakowanie polskich krówek na prezenciki oraz intensywna nauka życzeń i podziękowań w języku portugalskim.

Czwartek

Ostatni dzień był bardzo „szybki i pracowity”. Pożegnania z pracownikami naszych hoteli, kupowanie pamiątek w centrum starego miasta Evory(korek i magnesiki najczęściej), pakowanie się. Wieczorem uroczysta kolacja w regionalnej restauracji. Najpierw degustacja potraw portugalskich począwszy od zakąsek, następnie zup, dań głównych i bardzo słodkich deserów. Dużo i bardzo smacznie! Potem Jaime Reis(prezes Aenie) podziękował naszej całej grupie za udział w projekcie. Z jego ust i ust naszych pracodawców posypały się same pochwały: min. zdyscyplinowanie, solidność w pracy, chęć uczenia się oraz punktualność!!! Wszyscy byliśmy dumni z takiej oceny. Podziękowaliśmy oczywiście po portugalsku. Wręczono nam certyfikaty odbycia stażu w ramach projektu pt.” Zawodowo po Włoszech i Portugalii”. Wspólne fotografie zakończyły uroczystość naszego udziału w projekcie.

Piątek

Ciąg dalszy pakowania i wyjazd w drogę powrotną do Sandomierza. Pożegnanie z Pedro – właścicielem hotelu, w którym mieszkaliśmy było niecodzienne. Niektórzy z nas mieli łzy w oczach, był dla nas jak ojciec czy wujek. Tyle dzięki niemu dowiedzieliśmy się o tym mieście! Na lotnisko do Lizbony odwiózł nas Ricardo, nasz opiekun. Jemu również było smutno, że nasza portugalska przygoda z zawodem hotelarza już się skończyła. O 18 samolot ze słonecznego lotniska Lizbony wystartował. Lecąc podziwialiśmy widoki z „bardzo wysoka”, piękny zachód słońca oraz wspominaliśmy ludzi i miejscam z którymi się spotkaliśmy. W Warszawie na Okęciu wylądował nasz samolot o godz.23. Tam miła niespodzianka. W terminalu przylotów czekała na nas prof. Agata Łuczak, która przywitała się z nami bardzo, bardzo ciepło bo pogoda nie przypominała niczym tej portugalskiej. Potem szukanie busa i pakownie bagaży, które przypominało mozolne układanie puzzli i powrót do Sandomierza. 

Po tym stażu zagranicznym zostaną nam certyfikaty, nabyte nowe umiejętności i wiadomości, przyjaźnie, pamiątki, foldery oraz zdjęcia i filmy.

Bardzo dziękujemy naszej szkole, że mogliśmy uczestniczyć w tym projekcie!